Somewhere weakness is our strength. >> wtorek, 4 marca 2008 23:36:44
Nie piszę tej notki z nudów. Wręcz przeciwnie - to tylko kolejny sposób odsunięcia w czasie nauki na klasówkę...pisania maili i skanowania kolejnych zeszytów...drukowania tekstów...i chyba także oglądania filmów. I zmycia makijażu. Bo tak mi się cholernie nie chce ruszyć tyłka do łazienki...
Ale nie, przepraszam, ja nad sobą PRACUJĘ, wyrabiam SILNĄ WOLĘ, jestem AMBITNA i nie robię nic na OSTATNIĄ CHWILĘ.
Wobec tego...pisze tę notkę bo tak. I uznajmy to za najprawdziwszą prawdę.

No pięknie, pół roku z hakiem minęło od ostatniej notki, a ja w sumie nie mam co napisać. Nowa szkoła, 3LO, błąd życiowy, którego potem pewnie nie będę żałować... Ale teraz żałuję. Tak niesamowicie leniwej uczennicy to chyba nigdy w tej szkole nie mieli, a jednak trzymam się jeszcze na powierzchni (najwyżej tuż pod!) Ile mnie to kosztuje to tylko ja wiem...
Mam wrażenie, że mniej bym się męczyła i denerwowała ucząc się pilnie z lekcji na lekcję, ale staram się nie przyjmować tego do wiadomości.

Lecimy dalej... Zmieniłam z deczka orientację muzyczną (podkreślam, muzyczną). Oczywiście związane jest to ściśle z tym, co oglądam, czyli Bollywood... Może brzmi beznadziejnie kiczowato, ale naprawdę nie ma nic lepszego na poprawę humoru i dodanie energii od muzyki z filmów indyjskich... Szczególnie dla kogoś, kto zna na pamięć całe teledyski - przede wszystkim te Szarukowe, to chyba oczywista oczywistość. No i Rani, kochana moja najpiękniejsza cudowna i genialna artystka wszechczasów. Już sama Ona wystarczy.
Aczkolwiek wolę Szaruka, moje słoneczko w pochmurny dzień. Prawie jak "Jedyneczka"...

Dość tych uczuciowo-estetycznych perturbacji, muszę przecież napisać o tym, że jednak rock nie zaginął w odmętach mojej pamięci... Pomijając fakt, że od pół roku nie przesłuchałam nowej płyty Riverside i mam traumę ilekroć sobie o tym przypomnę. Mimo to mam kontakt z rzeczywistością poza-indyjską i tu przesyłam pozdrowienia na dziennikarzy Teraz Rocka, dzięki którym poznaję nowe zespoły. A czasem jestem zmuszona poznawać, co często na dobre mi wychodzi.

Ludzi poznałam od metra i mam zamiar kontynuować. Drugie tyle zapomniałam i również na tym nie skończę... Niektórych zapomnę z dziką przyjemnością, zapewniam.
No, jedna osoba mi się zapomnieć nie pozwoli, choćbym nawet chciała, prawda Pauluś? :P Na całe szczęście ;)

Z ważniejszych spraw pozostał jeszcze chór. Młodzieżowy Chór Żeński Iuvenales Cantores Lodzienses, mogę się tym chwalić, bo przecież za tydzień zdobędziemy I miejsce i złoty kamerton w Bydgoszczy. Już my się o to postaramy, chociażby dla kochanego profesora :)
(...i dla wyjazdów za granicę, do tej Korei też bym chciała)
Poza tym uwielbiam "Gaude Mater", nawet te wysokie piszczące dźwięki już umiem śpiewać!

Prosze, niech już będzie jakaś przerwa w nauce! (Taaa. Przecież rekolekcję kończą się już jutro)

Na długi weekend jadę, jak tradycja nakazuje, w Góry Stołowe i planuję schować się gdzieś tam pod łóżkiem, wsadzić do samochodu kukłę z poduszek i zostać na dłużej. Przecież pp.Górniccy nie odeślą mnie poleconym do Łodzi.

Potrzebuję natymiast pomocy w sprawie skończenia notki. Nie wiem jak skończyć. Przecież nie urwę w połowie, tak nagle. Uznajmy to za koniec, co?

...so let the flames begin, oh glory! - Mysza
komentarze [1]

Jestem twoją kokainą, bawię się z twoją dziewczyną... >> czwartek, 2 sierpnia 2007 15:14:36
Nooo, musi mi się naprawdę nudzić, skoro wpadło mi do głowy zrobienie szablonu i napisanie notki :P Tylko avatara nie mogę za cholerę dodać... Ale hurt mu w krzyż.

Ładne zdjęcia, nie? Normalnie nawet ja tam jestem na jednym...no, pomijając to niebieskie w tle, ale i tak jest prawie niewidoczne. Chociaż jeśli chodzi o ukrywanie się, Damian jest najlepszy, spójrzcie tylko na zdjęcie w prawym dolnym rogu. To Damian, bez wątpliwości :P

Parę dni temu skończył się najlepszy obóz w moim życiu. Strasznie mi brakuje tych szalonych ludzi, picia i palenia w pokoju, gry w butelkę, sesji zdjęciowych, imprez na balkonie, wciągania Zozoli farbujących na niebiesko, Piotrka "Mniam-mniam-mniam", Radzia xD, disco-polo w głośnikach, plażowania z czterema najcudowniejszymi warszawiankami :) i jedną łodzianką :P
Klaudyny, która zawsze potrafiła mnie rozśmieszyć...
Kachy, wrzeszczącej co chwilę "wyjdź!" ^.^...
Karola, wpadającego do pokoju "szukam mojej masażystki, jest u was?"...
Konrada, z którym moje rozmowy ograniczały się do słuchania go i wtrącania paru słówek, no ale co ja mogę, za głupia jestem, serio... Zresztą to było ciekawsze niż normalna rozmowa ;)
Kuby, wchodzącego do naszego pokoju nie wiadomo po co i wychodzącego chwilkę potem...
Źle mi bez Was. I nudno.

Tomasz miał rację, Pogorzelica to straszna dziura, ale i tak wystarczało :P Zresztą mieliśmy 15 minut do Niechorza, pfff... I znaczki mieli tańsze niż w Bomanie. Tylko szkoda, że nie było fajnych zespołów, musiałam się zadowolić "I'm the best and fuck the rest" i "Spadaj"...

Przez ten obóz zaraz po powrocie kupiłam sobie różowo-czerwony lakier do paznokci, nowy dekor i nic nie robię tylko paznokcie maluję. Będę się znowu budzić na haju... ;)

Nie będą mi radzić jak
Nie umrze nikt za mnie więc
Żyć mogę jak wolę
Nie będą mi radzić bo
Nie posłucham!


Wiem, że to fragment piosenki Dody, ale ostatnio ją polubiłam. No, zaakceptowałam...a refren "Cheerleaderki" ma ładną melodię. Ogólnie jest kól xD Ej, ta piosenka brzmi jak nowy przebój Avril Lavigne!... O w dupę...

"Bo co, z grzywki mi machniesz?" - Mysza
komentarze [5]

A little closer to you. >> środa, 23 maja 2007 16:50:09
Chyba nie jestem stworzona do posiadania obowiązków. Jakichkolwiek.

Aktualnie, jak widać, uczę się na klasówkę z historii, techniki, niemieckiego, matmy i polskiego oraz robię projekty na matmę i geografię. O cholera, no pracuję tak, że aż mi się z tyłka kurzy. Niesamowite...

Cóż, chyba nie będzie dziwne, jeśli powiem, że wolę grać w chińczyka na kurniku?...
Poza tym mam obsesję wchodzenia po 50 razy na konto na Fotce, na szczęście już powoli mi przechodzi.

Ponadto Rush wydało nową płytę. Ponieważ tata ma ją w samochodzie, muszę słuchać na komputerze, po co zgrywać drugą?... No to wiadomo, siedząc tutaj przy okazji...tracę czas na głupoty. A potem narzekam, że z niczym się nie wyrabiam. Boli mnie ta niekonsekwencja, ale chyba dam radę jakoś z tym żyć ^_^
Szczególnie przy tej płycie! Genialna. Przynosi mi szczęście w chińczyku...
...hmmm, to znaczy, dodaje mi ochoty do bardziej wytężonej pracy, no. W każdym razie płyta naprawdę świetna, jak zresztą większość mojego ukochanego Rush... Słyszałam nawet, że uważana za lepszą od Fear of a blank planet Porcupine Tree. Ja się zgadzam! Szczególnie że Lifeson, gitarzysta Rush grał na płycie Porcupine Tree, o czymś to przecież świadczy :P

Lato zapowiada się ciekawie :P Możliwy wyjazd z Kasią i miejmy nadzieję Marleną nad morze, z rodzicami w góry (łiii, już się cieszę), od cholery zakupów, wolnego czasu...na integracje...na przykład. Bo przewidujemy jakieś po skończeniu szkoły, prawda? ;)

Chcę już mieć wolne, czerwiec i spokój na następne 3 miesiące. Ahhh... Pięknieeee. I sen do 9, cudo. No, chyba że do 8. Najwcześniej!

A może jakiś koncert?... Nie gra nic fajnego teraz w Łodzi?... Vixo chyba ma być w czerwcu. Może wreszcie dotrę na ich koncert ;D

Eh, dobra. Zacznę robić prezentację, potem przypomnę sobie parę rzeczy z techniki i koniec wysiłku na dziś. To i tak dużo.

Niewyspana - Mysza
komentarze [3]

Promise me you always stay... >> wtorek, 10 kwietnia 2007 12:28:25
Jak ja kocham lać na szkołę. Czemu nie mogę częściej?

W sumie teraz też nie mogę, zdecydowanie nie mogę. Pieprzyć to.

Klasę mam niesamowitą! Kolejne wyjście integracyjne, tym razem planowane... Za dużo piw było. Wszyscy się schlali, mniej lub bardziej, ktoś tam wpadł w krzaki, do rowu, niektórzy nie pamiętają co robili i mówili... Ja oczywiście, cholera, musiałam wytrzeźwieć jako pierwsza. Nic dziwnego, jako pierwsza się upiłam to i wytrzeźwiałam pierwsza. Poza tym nie lubię piwa więc nie mieszałam.
Paula wpadła gdzieś w jakieś szkło, ręce sobie zakrwawiła, ja za nią latam z chusteczką, a ta "zostaw nic mi hihi nie jest daj se spokój Dora hahaha nic się nie stało" xD (sama chciałaś, masz napisałam o Tobie :P) Na szczęście nikomu rzeczywiście nic się nie stało, poza paroma małymi rankami i siniakami. Właśnie, siniaki to ja mam od wchodzenia na płyty.
Podsumowując: było genialnie, to kiedy idziemy znów?

Święta - oczywiście pełna harmonia. Ciasta się nażarłam (moja mama upiekła 5 ciast! Wyobrażacie to sobie?! Boskie ciasta mojej mamy RAZY PIĘĆ!!!) jak głupia i chyba przestanę się mieścić w drzwiach jak tak dalej pójdzie.
Poniedziałek to w ogóle dzień sądu ostatecznego, jak zwykle... Tym razem założyłam szlafrok, z głupią nadzieją uchowania chociaż bluzki. Wcale się nie zdziwiłam, kiedy okazało się, że jestem bardziej mokra pod spodem niż na wierzchu. Każdy by był, jakby dostał butelką wody za szlafroczek. I z tyłu, i z przodu.
Potem jeszcze dostałam zdrowo kurzem, ale to normalne przy nawalaniu się puchatymi poduszkami. Bożesz Ty mój, nigdy bym się nie spodziewała, ile roztoczy mieści się w takiej poduszce!
Rozmowy o wódce ze starszymi braćmi są niesamowite. A ile w nich mądrości! "Jedz przed i po piciu, nigdy w trakcie" i Test Bociana zapadły mi w pamięć, obiecuję że będę się stosować...
...tak, zaśpiewam następnym razem, obiecuję. "Opadły mgły - wstaje nowy dzień" mogę chętnie. Specjalnie nauczę się całego tekstu.

Wielkie dzięki Prowo za Kawałek Kulki :* Dobrze mi się robi jak tego słucham.
Tak samo Tegan and Sara, już sama nie wiem co lepsze. Szczególnie że T&S kojarzy mi się z kawą... ;) Wie ktoś może, dlaczego? :P

Aktualnie straciłam sens życia i całkiem nieźle sobie radzę. Chociaż łatwiej mi omijać forum Comy, niż Tomasza. Dużo łatwiej. Dlatego rzadziej siedzę na gg, żeby nie kusić...
Tak, brakuje mi go, nic dziwnego. W końcu to mój przyjaciel, co z tego że ideał, przyjaciel. I to powinno być najważniejsze, a nie było. Wiem, co sądzą o tym Paula i Kasia, szkoda, że zupełnie się nie zgadzacie, wiedziałabym co robić. A teraz nie wiem.

Szit, znowu się spóźnię - Mysza.
komentarze [3]

Be mine, won't you be mine? >> niedziela, 1 kwietnia 2007 18:15:23
Staczam się.
Może i dobrze? Egzamin mam i tak na 45 pkt, więc mogę sobie pozwolić. Kiedyś trzeba zacząć.

Integracja w trzeciej klasie to straszna strata czasu, trzeba było w pierwszej. Chociaż lepiej późno niż wcale!
A zaczęło się od Natalii...
Chyba nikt nie spodziewał się, że Nati wpadnie na pomysł pójścia na piwo :P A potem tak chętnie pójdzie na wódkę z chłopakami.
Tak czy inaczej, nie lubię wódki.
"Dorota jak sie skrzywiła!" Eh, uwielbiam te życzliwe komentarze Orzecha...

Kępka jest bardzo śmieszny jak sie upije.
"-Ej, a wy umiecie stać???"
Tak niewiele wypił, kto by pomyślał. I ten SMS "cześć kochanie, właśnie o tobie pomyślałem"... Zresztą i tak lepszy niż "cześć Pauluś, boli mnie palec".

Gadki z dziewojami (jak ja lubię to słowo!) powalają, szczególnie te o ideałach. Kocham Was :*

Malwa jest wstrętna pijaczka! I mnie w to wciąga :P Widzisz, potem mi dziękowałaś, że wylałam Ci to wino! Jak ja to zrobiłam, po 3/4 butelki zachowałam tyle rozsądku, żeby wylać resztę.

Kurczę, nie lubię być pijana. Tzn troszkę wcięta bardzo chętnie. Ale jak się upiję, robię się zbyt łatwa. Cóż...

Nienawidzę szkoły, bo chcę się już wyrwać do liceum. Nienawidzę Michała, bo jest za ładny. Nienawidzę Tomasza, bo jest ogólnie za bardzo. Nienawidzę pić i palić, bo to wciąga. Nienawidzę siedzenia w domu, kiedy jest tak pięknie i nie muszę się uczyć.

Może napiszę do kogoś. Na pewno ktoś wyjdzie.
Albo nie.
Ale zawsze można próbować.

Nie mam co robić. - Mysza
komentarze [10]

Do you want to see the world in different way? >> piątek, 16 marca 2007 22:47:37
Jak zwykle wracam zapomniana przez społeczeństwo, bo kto by zaglądał na martwego bloga, hahaha.
Taaa.
Z nowości to jest tyle, że spalił mi się zasilacz do komputera i trzy tygodnie miałam z głowy internet.
Plus to, że ukradli mi telefon na Comie. Szczęśliwie mam ten sam numer, nie ma jak duplikat karty SIM. :P Tak czy inaczej, numery potraciłam, mp3 z DJ Hazelem również. I na dodatek ten cholerny, reklamowany przez Plusa Samsung X520 nie odtwarza mp3. Co ja zrobię bez Hazela ustawionego na dzwonek?!
Mówiąc prosto, na chuj mi taki telefon z pamięcią niezapchaną techniawą.

W sumie dobrze, bo ładowarka od tamtego SE już się zaczynała psuć. xD

Jestem genialna, przeszłam do finału konkursu biologicznego. I zawalę ten etap, bo nic nie umiem, nie mogę się skupić. A każdy test, który robię, wychodzi beznadziejnie. Nie umiem nic, nie pamiętam rzeczy, których uczyłam się na II etap... A muszę mieć 90%, żeby zostać laureatem. Nie powiem, że na to liczę. Zresztą nawet Tomasz mnie pociesza: "po co Ty tam tylko się ośmieszysz :P". Oj, nie ma jak wsparcie najbliższych, nie?

Egzaminy końcowe za miesiąc, pierdolę to.

Łaaał, jak mi dobrze, po tym jak wyrzuciłam z siebie cała frustrację spowodowaną tymi egzaminami. Jedno zdanie, a tak wiele znaczy.

W związku z olewaniem bierzmowania chodzę grzecznie do kościółka co niedzielę, a od poniedziałku codziennie dwa razy. Aaaah, co za idiota wymyślił bierzmowanie w 3 klasie?! Zamiast szkoły mam kościółek. Super.

W środę byliśmy w Warszawie. Pierwsza wycieczka naszej klasy w ciągu trzech lat. I to do muzeum. Musze przyznać, że Muzeum Powstania Warszawskiego jest niesamowite. Potrafi przemówić do człowieka, a wszystkie "efekty specjalne" są genialnym pomysłem. No i karteczkowy szał xD Mamy kalendarz na lipiec, sierpień, wrzesień i październik...
Przewodnik podobno ciągle gapił mi się na dekolt, co może tłumaczyć jego dziwne zachowanie. Już wiem, czemu zawsze stał do mnie przodem, hahaha. Nie ma jak złe skutki chęci szpanowania nową bluzką. :P Katechetka miała mi to za złe, straszyła nawet, że nie dopuści mnie do bierzmowania. Ale kartkę podpisała, już za późno!

To, co działo się po wyjściu naszej grupy z budynku, nie nadaje się do komentowania. :P Piski, wrzaski, krzyki i nie wiadomo co jeszcze, fotografowanie się w różnych konfiguracjach i miejscach dziesięcioma (zaokrągliłam tę liczbę, chyba w dół...) aparatami, śmiech na cały regulator i robienie wiochy nie z tej ziemi. Genialne zdjęcia całej 20-osobowej reprezentacji klasy 3B, Szatan Squadu i praktycznie każdego z każdym.
Na placyku przypominającym wejście do obozu koncentracyjnego.

Park Łazienkowski jest przepiękny. Fantastyczny... Mam nadzieję, że zdjęcia wyjdą ładnie, mimo mojej na nich obecności... Pani Buraczewska robiła nam zdjęcia (zamiast swojej klasie, haha :D), opowiadała o kaczkach i miejscu jako takim... Nawet p. Simińska nie zepsuła nam humoru. Może z braku testów kompetencji w torbie.

McDonald (czytaj: em si donald) jak zwykle zachwycał cheeseburgerami oraz zjeżdżalnią dla dzieci poniżej 1,30m, na której nasza inteligentna grupka robiła sobie jaja, zarówno w środku jak i na zewnątrz.

W drodze powrotnej ujawniłyśmy swoje prawdziwe oblicza! Szalona idea narkotyzowania się dwa siedzenia za nauczycielkami wypaliła w stu procentach. Nie wiem, kto pierwszy wpadł na pomysł wciągania Zozoli (w sumie proszek to zawsze proszek), ale nas zachęciła Kaśka, i wszelkie pretensje będziemy kierowały potem do niej :P Napisanie książki o narkomanach, ze wspomnieniami "zaczęło się od wciągania Zozoli w autokarze" popieram...
Szczególnie po skrętach z herbaty, mało udanych, przynajmniej dla mnie, ale to się zdąży nadrobić...
I wczorajszej próbie pójścia na wino, hahaha, pierwszy raz nie sprzedali mi alkoholu w Żabce. I to na własnym osiedlu. Nie do pomyślenia!
Podsumuję to pewnym cytatem:
"Jak już moi znajomi zdążyli się chyba przekonać, ciągnie mnie do nielegalu"

Jak już zakończyłam ten temat takim slangiem, ah, "nielegal", cóż za piękne słowo...mogę przejść do najważniejszego.
Nie od dziś wiadomo, że umysł ludzki nie pracuje dobrze o 8 rano. Dowodem na to może być nowy twór, powstały w autokarze jadącym do Warszawy w środę 14 marca.

Szatan Squad.
DJ Judasz (ja), MC Devil (Kasia), MC Józef vel. Iusew (Paula), DJ Piłat (Amanda). Gościnne występy DJ Herbatki (Nati) i MC Donalda (Madzia).
Szykujemy inwazję, a zacznie się ona na antenie Radia Szatan 66,6 FM (For Mohers). Serdecznie zapraszamy! :D

Brak komputera, a potem jeszcze telefonu zadziałał na mnie dosyć przerażająco.
Zaczęłam znów słuchać Eski. Co ja poradzę, że techno, R'n'B, pop i dance są tak fajskie? Zgrałam już sobie całą płytkę pełną kawałków typu Kalwi & Remi, Avril Lavigne, Groovebusterz i Fergie. Całymi dniami jej słucham, żeby nie psuć sobie humoru głupimi żartami Puzia i Płotka. :P

Lol, dobija mnie to wszystko. A Szatan Squad, ze swoimi zdjęciami - zakładamy konto na fotce, nie? - i hitami typu "turuk turuk" czy Lubelski Full, to już gwóźdź do trumny mojego zdrowia psychicznego. Do tego rozmowy z Malwiną o "ojcu starców...yyy, domu starców", Michał z drugiej klasy, który jest słodki i przeuroczy i musimy wreszcie do niego podejść..., Paula - wiecznie zbananiona, z rozprawkami pełnymi złotych myśli a la niezapomniane "cztery odpowiednie nogi", Tomasz i nasz wspólny nieustanny "duł", Ancia i HoDhill :*, Ania i Madzia opowiadające kawały oraz wszyscy Ci, którzy ciągle są ze mną, głęboko w moim sercu, gdzie na zawsze pozostaną. :) Ajjj, wzruszyłam się. Boję się pomyśleć co będzie w czerwcu...

Apel do mojej klasy: zawalmy ten rok i zostańmy razem w szkole xD

Jutro kurwa 12 godzin matmy w szkole. Z Klimczak. Nie skomentuję...

Cause I can do it better! - Mysza. Czy tam DJ Judasz :P
komentarze [3]

Życia chęć jest silniejsza niż strach. >> środa, 7 lutego 2007 18:24:47
Nieprawdopodobne.
Skoki narciarskie. Phi!
A miała być "Moda na sukces"... :P

Hahaha, ludzie mnie załamują... "Dziecko bólu pisze o życiu"... Dwunastolatek określający muzykę Comy: "hardkorowa(jak ja)"... Roguc-dinozaur (Ula, brawo! xD)
Jak być normalnym w takim społeczeństwie?
Wczoraj się śmiałam w głos, czytając archiwum gg. Szczególnie rozmowy z Tomaszem i Paulą to jedna nieustająca faza...

W niedzielę wróciłam z Wisły(szczypiorniści przegrali ;( ale i tak gratulacje!) i, prawdę mówiąc, szkoda że tak szybko.
Niby i tak siedziałam w pokoju, bo od nart oraz wszelkich podobnych szatańskich wymysłów trzymam się z daleka, pogoda raczej kiepska, nauki od cholery i lektura do przeczytania... Ale było miło. Ciepło, przytulnie, wygodnie, dostęp do cywilizacji :P, miła atmosfera, własny pokój i niesamowite lenistwoooooo. Nie licząc czasu spędzonego na rozpisywaniu zagadnień z biologii.
A gospodarze mieli syna... Ciągle mam przed oczami jego uśmiech, kiedy się żegnaliśmy i spojrzał na mnie...
Nie wiem nawet jak miał na imię i trochę tak jakby no ten tego...dupa.
Jestem żałosna i tyle.
Do jakiegoś tam kolesia z forum to podeszłam! A do niego nie.

Książka od biologii już się do mnie uśmiecha, podobnie jak "Świat Zofii"...
Przemówienie wprost przeciwnie, gdyż ciągle nie jest napisane.
Temat: "no, jakiś ważny dla współczesnej młodzieży". x|
Nie będę tego komentować, skomentuję na lekcji. Już ja jej coś takiego odwalę, że się nogami nakryje.
Przynajmniej teraz tak myślę, bo się zdenerwowałam... A jak będzie w rzeczywistości, nie mam pojęcia. :P

Znowu mam katar. Dopiero co wyzdrowiałam, i od nowa...
Za to nie mam, dla równowagi, kasy na karcie. Kupić kolejną oczywiście mogę, tylko do kiosku daleko...

To nie fair, że będę pisać II etap biologii w XXX LO. Niektórzy piszą w XXV. To byłoby ciekawe, może zobaczyłabym na własne oczy tę cudownej urody Agnieszkę...
Zazdrość ze mnie wręcz wypływa. I dobrze mi z tym.

W ogóle to... Metal nie jest taki zły. Gdyby tylko wywalić wszystkie jęki, skrzeki i ryki(czyli, hmmm, głos wokalisty...), zaczęłabym regularnie słuchać Behemotha itp!
To nie jest wynik niczyich namów, sama do tego doszłam. Akurat Behemoth tworzy od czasu do czasu coś fajnego. Tylko zawsze Nergal się tam wpieprzy i kaput. :P

A Rubi niedługo się skończy ;( - Mysza.
komentarze [2]

Hey rude boy, ona idzie tuż za tobą... >> środa, 31 stycznia 2007 22:29:26
Wczoraj. Koncert. Ekstra. Niesamowicie. Tomasz. Dotarło. Nie. Koniec!

Wszystkim, którzy zrozumieli to wyżej - serdecznie gratuluję.

Fajnie jest. Podobają mi się te ferie, oj... No, może tylko nie chce mi się jechać do Wisły, cholernie nie chce, a perspektywa odwiedzenia Pszczyny zniechęca jeszcze bardziej. Oooooł szit.

Wczoraj był koncert w Lizard Kingu - Age, Spaces Faces i Normalsi. Nooo zgadnijmy na co poszłam przede wszystkim :P Napiszę parę zdań o koncercie, zamiast wklejać popełnioną zaraz po powrocie recenzję, po co powielać po raz kolejny ten sam tekst...

Age mi się podobało. Szczególnie gitarzysta po lewej, ahhh... No, nie czepiać się, nie tylko to mi się podobało... Ale to najbardziej. ;D
Spaces Faces niech spada i trzyma się daleko ode mnie, w życiu na ich koncert już nie pójdę, beznadziejna muzyka. Nie wiem co oni sobą reprezentują i nie mam zamiaru się nad tym zastanawiać. Błe.

Normalsi... Trochę za krótko ;) Dzisiaj dowiedziałam się, że miały być bisy, tylko publika się rozeszła zamiast czekać na bis. Hahaha, kto by pomyślał, Normalsi - zawsze wywoływani po 5 razy, wczoraj nie zagrali nawet jednego bisu. xD Były najlepiej znane kawałki, takie jak Nie ma mowy, Komin, Łajza, Juda plus parę innych. Pogo straszliwe, w życiu takiego bydła nie widziałam, ale trzeba przyznać że od pewnego czasu zawsze tak jest na ich koncertach. Jednak tym razem nie było nawet warunków do pogo - w Lizardzie jest może z parę metrów kwadratowych wolnego miejsca przed sceną, a obok stoliki... Ale oczywiście zebrało się parę osób(czytaj: Tomasz i jego kumple :P), które robiły młyn nie z tej ziemi. Komandos na czczo przed koncertem, okres, straszny tłok i wysoka temperatura sprawiły, że wybiegałam z pogo do łazienki chyba 3 razy... Żeby oblać sobie twarz zimną wodą, bo momentami brakowało kontaktu z rzeczywistością. Ponadto ataki nudności w środku tłumu nie są dla mnie codziennością ;P

Miło było spotkać Mychę, Agatę znaczy się. ;) Oj siostra, dawno tak się z Tobą nie nagadałam!
A Kasia chyba bardziej zadowolona niż poprzednio?... To, że pogo się nie udało, to nie moja wina!
Szkoda że Ania(Anka ^_^) musiała wcześniej wyjśc, brakowało nam Ciebie skarbie. :*

Tomasz mnie zadziwia, głównie tym że to ja wciąż zadziwiam jego. Zna mnie chyba wystarczająco dobrze, żeby wiedzieć na co mnie stać, a ciągle mi powtarza, że jestem niesamowita. Nie wiem czy uznać to za komplement.
Szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że lubi mnie wkurwiać oraz strasznie go cieszy jak tracę panowanie nad sobą i zaczynam wrzucać i bluzgać na cały świat. xD
Od początku mnie niecnie wykorzystywał, a to co mówi teraz to już przechodzi wszelkie granice!

Tomasz, ja wcale nie chcę żebyś Ty mi robił to co obiecałeś, fak of i spieprzaj dziadu, nie pozwolę sobie!

A najlepsze jest to, że i tak mi tego nie zrobi. Przecież zawsze obok będzie Kamilka. ;]
Ojć, chyba jestem...
(...zazdrosna...)
...wredna. No bo przecież ja do niego nic nie czuję już, oczywiście że nie! Bezsensowne i bezpodstawne podejrzenia. Przecież to tylko "wyjątkowy młody człowiek"...

Podejście do Młodego z The Stylacji to było samobójstwo, jaka idiotka xD Nigdy więcej. Szczególnie że niezbyt dobrze to wyszło, chyba. Nevermind, powinnam się cieszyć, że jeszcze żyję. I całkiem dobrze się trzymam.

And the car is on fire... - Mysza.
komentarze [4]

I go through all this before you wake up. >> środa, 24 stycznia 2007 16:58:33
Co za pech, zaczynają się ferie, a ja chora.
Na dodatek znów nawiało tego białego cholerstwa.
Na co to komu?! Niech w górach pada, z miasta won. I nie wracać.
Zimno mi. Na dwór za żadne skarby nie wyjdę, raz byłam - starczy!

Konkurs z matmy - dupa, zrobiłam dwa zadania na pięć. I może nawet źle :P
Konkurs z geografii - no, dalej nie przejdę, ale przynajmniej się nie skompromitowałam. Chyba.
Biologia już się do mnie śmieje... A niech tam, lubię się uczyć biologii. Ale żeby mi się chciało!...

Nauczycielka zaproponowała mi spotkanie w ferie i sprawdzenie testów, jakieś "korepetycje"... Najlepsze jest to, że albo w szkole, albo u niej w domu, bo mieszka niedaleko xD Jejku. Już się boję, dajcie spokój.

30 stycznia koncert Normalsów. Mam nadzieję, że dziewczyny nadal reflektują? Kasia to nie ma wyjścia, idziesz i koniec! Nie będzie tak jak poprzednio, może Tomek nie pójdzie.

Właśnie. Chłopak mnie rozwala swoimi problemami w dziewczynami, normalnie tak porąbany facet że aż strach. xD Ale go lubię. Niech ma chociaż tyle od życia :P

Mam dosyć ciągłej pogoni za czasem. Cieszę się, że mam zwolnienie na te trzy dni, a potem ferie...

...oglądam właśnie Modę na sukces. Jej, to już czwarty dzień...czyli siódmy odcinek...gadania o ślubie Brooke i Thorna. Dobrze, wreszcie w ósmym się wyjaśniło, przecież ile można ciągnąć na ten sam temat. Ja się wcale nie dziwię, że nakręcili już tyle odcinków, skoro na każdy problem zużywają tyle taśmy.
O, teraz będą dwa dni pokazywania żalu lub szczęścia każdego z bohaterów po tym jak Brooke i Thorne się rozstali.
No kocham te tasiemce :D

Paulina ma ostatnio takie fazy, że ja się boję wchodzić na gg! Ciągle jakieś głupoty odwala, dałnek jeden :P Zna się na kablach, wysyła mi dziwne cytaty, sprężynkuje i mówi że mnie kocha. Nie ma co, zwariowała ostatecznie. Co to techno robi z ludźmi...

Na mnie najgorzej działa The Car Is On Fire. Już zaczynam mysleć pozytywnie, a to tylko jedna piosenka...

Make me feel so long, don't make me wait for so long!

Idę po tabletki i syropek. Mniam. - Mysza.
komentarze [2]

Żadna ze mnie tajemnica, zawsze przecież jestem taka sama. >> piątek, 12 stycznia 2007 23:13:45
Dzisiejsza pogoda i zły nastrój załamały mnie do tego stopnia, że postanowiłam napisać tę notkę od początku. Wczorajsza wersja to beznadzieja, większa niż ta! (No proszę, a jednak to możliwe)

Weny brak, ale coś trzeba robić, żeby choć częściowo usprawiedliwiać brak postępów w nauce. A wyjątkowo nie ciągnie mnie nawet do biologii.

Nie będzie wielkiej rewolucji,
Niepotrzebna jest.
Nie chcę teraz być gdzie indziej,
Wiosna przyszła znów.

Lubię kiedy niebo jasne jest...


Największa ignorantka postanowiła wziąć się za to, co polecali jej wszyscy. Czyli za Anię Dąbrowską. Wzięła się w piątek rano i do tej pory nie puszcza ;) Przepiękna płyta, ponadto na naprawdę dobrym poziomie.

Wieczność, co krótko trwa między nami kończy się...

Moja naiwność w kwestii pana T. przestaje mieć granice. W sumie nie wiem czemu nadal się go trzymam i uparcie nie chcę puścić. Wtf?

Na ferie ucieknę do babci, powiedzmy...na tydzień. Na Olechowie działają na mnie specyficzne fale dobrej energii, tajemniczo zachęcające mnie do uczenia się. Czyli będę się uczyć, uczyć i jeszcze raz...
...spać, oglądać telewizję i słuchać muzyki na zmianę.

Szit, jestem leniwa, niesłowna, naiwna (wierzę sobie samej), głupia i nieodpowiedzialna!

Ufff, wreszcie trochę niekontrolowanej prawdy na tym blogu. :) W ramach postępów dodam, że w ucieczce na Olechów nie chodzi o naukę, a o bliskość miejsca zamieszkania osobnika płci męskiej. I bez komentarza.

A w ogóle to nie mam co czytać. Właśnie dziś skończyłam "Secretum" (dalsza część "Imprimatur" jeśli komuś to coś powie...) i jestem załamana, przecież nie będę studiować podręczników przed snem.

Rodzice idą na przebierańców do rodziny... Nie skomentuję widoku mojego taty przebranego za Andrzeja L., myślę że sama świadomość tego faktu jest wystarczająco zachwycająca... Hmmm, do twarzy mu z fluidem.
Może lepiej mu tego nie powiem. :P

WOŚP będzie miły, niezależnie od braku spotkania forumowego, chociaż jestem tym bardzo zawiedziona. Bo liczyłam na nie.

Skończę to już, bo przecież ile można nudzić?... - Mysza.
komentarze [5]

Because wasting time with you is so fine! >> poniedziałek, 8 stycznia 2007 22:30:41
Szkoła jest be. Historię kocham, ale mimo to jest be. Polski jest be do potęgi drugiej. Za to nauka jest fajna. Geografia jest fajna. Chemia jest fajna, mimo że mam same trójki. Biologia jest tak fajna, że nie da się tego wypowiedzieć. I moje kumpele z klasy są fajne. Może nawet fajniejsze od biologii.
Podkreślam, może ^_^

...

Looooooooool, noł koments i w ogóle jestem dziwna, w żargonie klasowym - zjebana, trzy słowa i w ogóle powinnam się strulać.

Poza tym doła mam, jestem beznadziejna pod każdym względem, dajcie spokój, nie warto tego czytać bo jest be.

Hahaha, Ania w komentarzu pod poprzednią notką napisała prawdę, jestem chora PSYCH i w ogóle mam straszną polewkę z tej notki xD
No to się pozlewam jeszcze trochę, bo mi się robi sympatycznie.

Jakby ktoś się nie zorientował jeszcze, to tak, nie mam co robić, do lekcji mnie specjalnie nie ciągnie, to co! Notkę sobie ciachnę. W sumie komentarze są, mogę pisać.

To teraz coś ambitnego i wartościowego.

Łaaaaaaaaaaał. Tyle mogę powiedzieć. The Car Is On Fire. Łaaaaaaaaaaał!

Make me feel so long, don't make me wait for so long!

Ja naprawdę przy tym szczytuję, żeby nie było nieporozumień. Odlot totalny, w ogóle nie wiem po co komu faceci. I wibratory. Może żeby coś z rękami zrobić, no nie mam pojęcia.

A tak wygląda pełen prawdy życiowej tekst:

And I know the only
one I ever truly loved
was my cat.


I tego się będę trzymać.

To było ambitne, rozumiecie.

A teraz czekam na równie ambitne komentarze, wiem, że niektórzy są zdolni nawet do prześcignięciu mnie w tej konkurencji. :P

Can't cook. Who cares?! - Mysza.

P.S. po przeczytaniu tego tekstu doszłam do wniosku, że najlepiej to skasować xD Aaaaaale nieeeeeeeeeeeee...

P.S.2 a co do moich koleżanek z klasy: no dobra, jesteście fajniejsze od biologii.

P.S.3 Hahahahahahahahahahahaha! <--- to jest złowieszcze.

P.S.4 a pisałam, że oglądałam taki świetny thriller, w którym psychiczna babka zabiła swojego męża bejsbolem, potem coś z niego gotowała, jeździła traktorem ze strzelbą w ręce krzycząc "nie uciekaj! nie zrobię Ci krzywdy!", spałowała (Amanda, to speszial for ju xD) jakiegoś faceta i potem została zadźgana prętem żelaznym? Pisałam? Jak nie, to już napisałam.
LoL, kOnIeC.
komentarze [5]

Nothing can be born from stillness. >> piątek, 29 grudnia 2006 22:47:44
Aaaaaa! Mam bloga, o jaaaaa, zapomniałam.

Fakt, z zastoju na blogu też nic dobrego nie wyjdzie. To może z łaski swojej bym ludziom przypomniała o swoim istnieniu? :P

Taaak, po tym zdaniu już widać, że z moim talentem pisarskim dzieje się coś złego, tak niestylistyczne, że aż oczy bolą. Ale to normalne, zawsze tak było i chyba będzie, czas spojrzeć prawdzie w oczy :P

Konkursy kuratoryjne to jeden wielki szit. Nie przeszłam dalej z polskiego, angielskiego i historii, za to niestety, tak niestety udało mi się to w matmie, biologii i przypadkiem w geografii. (Mój humanistyczny mózg jest pod działaniem mutagenów, mam nadzieję że to mutacja ostateczna, bo dobrze byłoby ustalić preferencje przed wyborem liceum...) Teraz się pukam w czoło, na cholerę przysporzyłam sobie tyle roboty. Nudzi mi się w domu, czy co...

Właśnie. Święta są, siedzę w domu. No, głównie siedzę w domu. Powinnam mieć spokój, uczyć się, relaksować, a tu ciągle ktoś na głowie i nawet potańczyć nie można, bo co chwilę ktoś się do pokoju pakuje, a tego nie znoszę. Wiadomo, prywatność - rzecz święta. Dla mnie wręcz najświętsza.

Muszę się pouczyć, albo chociaż lekcje zrobić, albo coś konstruktywnego po prostu... I nie chcę iść jutro na żadną imprezę, chcę jechać do babci i mieć czas na naukę, na książkę i na płacz...

Bo jednak największy szit to ciągle sprawy z Tomkiem, niezależnie od szkoły i upierdliwej rodziny.

Dobrze, że chociaż Olga i basista ;> (pamiętam jak ma na imię, ale nie będę się chwalić :P) dają mi wiarę w normalność. I nie chcę nawet słyszeć ani widzieć kretynek czy idiotek w opisie, chyba że chcesz patykiem!

Vixooooo. O mój Boże, jak tego nie kochać. Szkoda tylko, że Roguca tam nie ma, to już byłby szczyt xD Nawet szczytowanie, można powiedzieć.

God bless the day, that made me feel this way...

Lamba też kocham. I...

So run away with me. - Mysza.
komentarze [5]

Doskonale znika czas. Doskonale i nie ma nic. >> niedziela, 3 grudnia 2006 01:29:28
Od dziś jestem starsza. Jakoś tego nie zauważam.

Z Madzią było jak zwykle świetnie, zresztą przecież tego się spodziewałam. :P
A "Smrodkowy humorek" mnie rozwalił.

Dziękuję za życzenia, szczególnie Kasi, 2 minuty po 24, zaskoczyło mnie to, nie spodziewałam się, że tak szybko zareagują niektórzy. ;D

Jestem weri hapi z mojej rozprawki konkursowej. Fajna jest. Nieważne, że może trochę nie na temat, ładna i tyle!

Chyba Tomek się na mnie właśnie obraził, lol, dobrze mi z tym.
Należało mu się, szczególnie że ja ostatnio zaczęłam robić to czego sama chcę, a nie to co podpowiadają mi inni. Skutek nie zawsze pożądany, ale przynajmniej nie mogę winić nikogo więcej poza sobą.
Oraz nim, oczywiście.
Wiecie co, nie mam pojęcia jakim cudem tyle czasu z nim wytrzymałam!
Tzn... On nadal jest idealny, słodki, kochany, piękny, dowcipny i inteligentny i w ogóle. Ale niewiarygodnie wkurwiający.
Wiadomo. Mam żal.
Owszem.

Coma. Kocham Comę. Kocham.
Widać, po techno i Didżeju Hejzelu przyszedł czas na coś mimo wszystko ambitniejszego.
A ile wspomnień powraca...

We wtorek pogrzeb naszej nauczycielki fizyki.
Nie wiem, co więcej mogłabym o tym napisać.
Może tyle, że mi przykro. Jak chyba większości uczniów z naszej szkoły.
Nie była dobrą nauczycielką, ale była dobrym człowiekiem. I ją lubiliśmy. A to o wiele ważniejsze.

Wiecznie niedojrzała gorąca piętnastka - Mysza
komentarze [1]

Tylko ten jeden raz, błagam Ciebie!... >> niedziela, 26 listopada 2006 09:26:53
Wszystko co do powiedzenia Tobie mam
Jak cień ostatniej szansy...


Wszystko spieprzyłam, znowu.
Kasiu przepraszam.
Nie wiem komu bardziej rozwaliłam ten koncert, sobie czy Tobie. Mam nadzieję że jednak sobie.

Tomek...
Nie wiem co powiedzieć. Może nie powinnam w ogóle nic mówić. Bo to nie ma sensu. Przepraszać już nie będę, znam odpowiedź.
Chyba kocham za bardzo i za mało jednocześnie. I za dużo chcę.
Wczoraj się bałam, co mam czuć teraz?
Kretynkaaa.

Tego chciałam
Zalanych łzami nocy, właśnie to dostałam
Znów będę czekać na Twój znak lecz nadaremnie
Pomiędzy nami nie wydarzy się nic więcej!


Fakt.




Cholera, zawalę angielski. Potem zawalę historię, może biologię jednak nie... Później matematykę, a kto wie, na końcu może zawalę jeszcze polski.

Chciałeś wiedzieć do czego mam talent? Do psucia wszystkiego co jest dobre.

Nie pytajcie się mnie więcej o rady, bo to beznadziejne. Pani psycholog z problemami...

Powinnam się wziąć do roboty, żeby chociaż biologię posunąć do przodu. Może lepiej historię? A najlepiej polski. I angielski zrobić.
Wszystko naraz, po co się ograniczać!

Całą noc nie mogłem spać.
[...]
Tak mi przykro
Chciałbym jeszcze raz.


Jak tu nie kochać Comy, no jak?...

Najpierw byłeś obok mnie albo nie było Cię wcale... - Myszka. Albo Doda...
komentarze [5]

The air so cold and the mind so bitter... >> sobota, 11 listopada 2006 12:44:01
Łaaaaaaa.
Koncert zajebisty.
(Ah te kolokwializmy!)
Happysad porwało mnie doszczętnie. Najlepsza dieta świata - pogo na koncercie! Uwielbiam Happysad, co wiadomo nie od dziś.
Hey wspaniały, to oczywiste, ale we mnie już nie to co kiedyś. W Polanicy na koncercie miałam ciarki co piosenkę, a teraz się pogibałam i poszłam.
Power of Trinity niestety grało jako pierwsze, w związku z czym słyszałam tylko "Kto" i koniec występu. No i po co ja szłam na ten koncert?! Na PoT właśnie!
Szatnia - masakra. Nawet o tym nie myślę, bo szlag mnie trafi.

Jak ktoś chce obszerniejszą relację to proszę na forum Comy (odnośnik w "o mnie") i temat recenzje koncertów w Hyde park na poważnie. Nie mam ochoty tego tutaj wklejać.

Komputer postanowił zrobić mi niespodziankę i dogadał się z twardym dyskiem. Skutek w postaci dwóch tygodni bez komputera...no bo jak, bez dysku?...byłby jeszcze do wytrzymania, gdyby nie praca z historii, do której informacji trzeba było szukać w necie i Paula w szpitalu. Dobrze chociaż że miała laptopa.
W każdym razie, póki co nie będę narzekała na brak miejsca na dysku. Mam go dużo, prawie że cały dysk, więc powinnam się cieszyć.

Kurwa, cieszyć...

No to teraz coś pozytywnego.
Znajomi Madzi i ich znajomi są bardzo fajni xD Zosię i Juszczę lubiłam od pierwszej rozmowy, ale teraz lubię jeszcze bardziej!
Siusiak.
Słowo-klucz, można powiedzieć.
Ale co takiego strasznego i obrzydliwego jest w słowie "siusiak"?
W ogóle, gadanie na piętrze podczas koncertu Hey to był świetny pomysł...
Tylko ciekawe co myśleli ludzie obok, słysząc dwie gimnazjalistki z 3 klasy i trzy licealistki z 1 klasy, gadające o seksie, siusiakach i takich tam. ^_^

Aczkolwiek... Nigdy więcej czerwonego komandosa, błebłebłe. Chyba, że nie będzie innego.

Kiedy mówisz do mnie słońce traktuję to nieco opacznie
Ty jesteś jednym, a ja drugim końcem
Daleko nam do siebie strasznie.


W sumie chciałabym, żeby tam był... Ojć.

Look what you've done to your self
Yeah you've lost the will to do whats right again
Look what you've done to yourself
Hunger to discover that your not here!


No i co ja mam z nim zrobić, niby? - Mysza
komentarze [5]





Dawno i nieprawda.

Dopisz.

Mysza osobiście.

Kochaj mnie!

Fejwrits:

miss-unconventionaljust-like-thatluna-lay

Szablon mój.
Zdjęcie stąd.